Upiła
łyk kawy.
Wykrzywiła
twarz w grymasie. Zadarła drobny nosek.
–
Obrzydliwa. Nie do porównania z naszą. – Wylała resztkę zawartości filiżanki
przez okno karocy, jednak nie zrekompensowało jej to nieprzyjemnego smaku na
języku. Nie pojmowała, jak można było tak zepsuć jej ulubiony napój.
Niedopuszczalne. Gdyby to od niej zależało, producent już dawno pożegnałby się
ze swoim biznesem.
Siedzący
obok niej w bordowej kamizelce z szamerunkiem mężczyzna parsknął. Wykrzywił
usta w szyderczym uśmiechu, który doskonale do niego pasował.
–
Moja Pani, ależ naturalnie, że diamentiańska kawa smakuje, w porównaniu do
różańskiej, jak szczyny – odparł, popijając wino pochodzące z najsłynniejszej
winnicy w Kier. – Obawiam się jednak, iż będziesz musiała się do niej
przyzwyczaić. – Benedict Lannegrasse rzucił w kierunku kobiety sugestywne
spojrzenie, na które ta skrzywiła się.
–
Ugh, wykluczone. Pamiętaj, że nadal pozostanę Królową Kier. I będę pić tylko
kawę zrobioną z najlepszych ziaren.
Marszałek
parsknął i odstawił pusty kielich. Karoca podskoczyła lekko, zapewne jedno z
kół najechało na kamień, ale nie wywołało to żadnych szkód.
–
Co tylko sobie życzysz, Wasza Miłość.
Tatiana
poprawiła uwierającą ją wsuwkę, która podtrzymywała jej staranny kok, a później
białą mantylę, idealnie współgrającą z czerwienią jej sukni. Ubrała dziś jedną
z najlepszych z całej swojej olbrzymiej kolekcji – tę jakby wyszytą z róż, o
głębokim dekolcie, odsłaniającym również ramiona, z rękawami układającymi się w
kształt balonu. Chociaż wiedziała, że po przybyciu do Pałacu Królewskiego w
Montanagne będzie musiała się przebrać, chciała zrobić na wszystkich dobre
pierwsze wrażenie, a w szczególności na księciu, który miał zostać jej kolejnym
małżonkiem. Lubiła dobrze wyglądać i eksponować swoje ciało.
Jechali
przez las i wcale nie musiała wyglądać przez szybę, żeby to wiedzieć. Czuła to
w swoich nozdrzach. Kichnęła. Nienawidziła zapachu unoszących się w powietrzu
pyłków, który przyprawiał ją o drapanie w gardle i katar. Mogła przysiąc, że
jej oczy zrobiły się lekko czerwone. Westchnęła, przecierając je. Będzie
musiała ponownie nałożyć makijaż, nim pokaże się komukolwiek z diamentiańskiego
dworu.