Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Król Diamentów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Król Diamentów. Pokaż wszystkie posty

Słowniczek

wtorek, 1 października 2019

Słowniczek/notka od autora, czyli m.in. czemu takie nazwy, a nie inne i dlaczego.
Zacznijmy może od tego, że powieść ta nawiązuje do motywu kart i jest inspirowana tzw. Cardversem, AU stworzonym w przez fandom Hetalii na podstawie pracy Arte Stella (po więcej informacji na ten temat odsyłam do Przewodnika po AUs, który znajdziecie na moim profilu).

Pomimo że zaczerpnęłam z tego AU wiele pomysłów, to postaci wykreowałam sama, a wszelkie nazwy miast i tego typu także po prostu wymyśliłam. Zdaję sobie sprawę, że niektóre z nich mogą wydać się nieco dziwne, dlatego spieszę z tym oto wyjaśnieniem, dlaczego zdecydowałam się właśnie na nie.
Standardowo istnieją cztery królestwa, których nazwy pochodzą od czterech kolorów kart typu francuskiego: Pik, Kier, Trefl i Karo. Przyznam się szczerze, że miałam olbrzymi problem, jak nazywać ich mieszkańców, ba, początkowo nosili zupełnie inne nazwy niż obecnie. W końcu po wielu trudach udało mi się stworzyć takie, które choć trochę mnie zadowalają.

Król Diamentów – Rozdział VI

sobota, 14 września 2019

Upiła łyk kawy.
Wykrzywiła twarz w grymasie. Zadarła drobny nosek.
– Obrzydliwa. Nie do porównania z naszą. – Wylała resztkę zawartości filiżanki przez okno karocy, jednak nie zrekompensowało jej to nieprzyjemnego smaku na języku. Nie pojmowała, jak można było tak zepsuć jej ulubiony napój. Niedopuszczalne. Gdyby to od niej zależało, producent już dawno pożegnałby się ze swoim biznesem.
Siedzący obok niej w bordowej kamizelce z szamerunkiem mężczyzna parsknął. Wykrzywił usta w szyderczym uśmiechu, który doskonale do niego pasował.
– Moja Pani, ależ naturalnie, że diamentiańska kawa smakuje, w porównaniu do różańskiej, jak szczyny – odparł, popijając wino pochodzące z najsłynniejszej winnicy w Kier. – Obawiam się jednak, iż będziesz musiała się do niej przyzwyczaić. – Benedict Lannegrasse rzucił w kierunku kobiety sugestywne spojrzenie, na które ta skrzywiła się.
– Ugh, wykluczone. Pamiętaj, że nadal pozostanę Królową Kier. I będę pić tylko kawę zrobioną z najlepszych ziaren.
Marszałek parsknął i odstawił pusty kielich. Karoca podskoczyła lekko, zapewne jedno z kół najechało na kamień, ale nie wywołało to żadnych szkód.
– Co tylko sobie życzysz, Wasza Miłość.
Tatiana poprawiła uwierającą ją wsuwkę, która podtrzymywała jej staranny kok, a później białą mantylę, idealnie współgrającą z czerwienią jej sukni. Ubrała dziś jedną z najlepszych z całej swojej olbrzymiej kolekcji – tę jakby wyszytą z róż, o głębokim dekolcie, odsłaniającym również ramiona, z rękawami układającymi się w kształt balonu. Chociaż wiedziała, że po przybyciu do Pałacu Królewskiego w Montanagne będzie musiała się przebrać, chciała zrobić na wszystkich dobre pierwsze wrażenie, a w szczególności na księciu, który miał zostać jej kolejnym małżonkiem. Lubiła dobrze wyglądać i eksponować swoje ciało.
Jechali przez las i wcale nie musiała wyglądać przez szybę, żeby to wiedzieć. Czuła to w swoich nozdrzach. Kichnęła. Nienawidziła zapachu unoszących się w powietrzu pyłków, który przyprawiał ją o drapanie w gardle i katar. Mogła przysiąc, że jej oczy zrobiły się lekko czerwone. Westchnęła, przecierając je. Będzie musiała ponownie nałożyć makijaż, nim pokaże się komukolwiek z diamentiańskiego dworu.

Król Diamentów – Rozdział V

niedziela, 30 czerwca 2019

           Wszystko działo się zdecydowanie za szybko. W jednej chwili całe jego życie wywróciło się do góry nogami. Ponownie.
            Quentin wciąż pamiętał, jak przed rokiem żegnał się z rodzicami. Nie przeczuwał zbliżającej się tragedii. Nic tego nie zapowiadało, nikt nawet nie myślał o katastrofie, choć każdy miał świadomość kruchości ludzkiego życia. Płynęli tylko do Kier z wizytą dyplomatyczną. Ich statek wielokrotnie pokonywał dłuższe rejsy, zaś Morze Srebrzyste nie należało do niespokojnych. Obiecali prędko wrócić. Ale tak się nie stało. Jak przez mgłę wspominał moment, w którym dowiedział się o ich śmierci, podobnie zresztą pogrzeb. Najbardziej jednak zapadło mu w pamięć bicie żałobnych dzwonów, które teraz ponownie rozbrzmiewały echem w jego głowie.
            Dlaczego zawsze tracił to, co kochał?
            Znów miał przed oczami jej twarz. Roześmianą, jakby nic a nic się nie stało. A przecież wydarzyło się tak wiele. Duże czarne oczy patrzyły na niego z troską i oddaniem. Zawsze, gdy tylko w nie spoglądał, zapominał o wszelkich problemach i całkowicie oddawał się przyjemnemu uczuciu, jakie odnajdywał w jej ramionach. Kochał Henriette. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Wspierała go w trudnych chwilach, pocieszała po stracie rodziców. Tylko w niej znajdował zrozumienie. Rozumiała, jak ciężkie spoczywało na nim brzemię, w przeciwieństwie do rodzonego brata. Miał nawet zamiar oświadczyć się Henriette, zmienić prawo, by ją poślubić, choć była jedynie zwykłą służącą. Ale ona również została pogrzebana.
            I teraz znów los chciał odebrać kolejną osobę, na której Q zależało.
            „Trzymaj się, Yves” – powtarzał, ściskając mocniej lejce. Wiedział, że jego przyjaciel był niezwykle silny i zawsze walczył do końca, jednak… Ten wypadek doprawdy wyglądał przerażająco i mógł skończyć się tragicznie. – „Nie mogę nikogo więcej stracić”.
            Quentin starał się odgonić wszelkie złe myśli i skupić na jeździe. Koń był szybki, ale Q, i tak, miał wrażenie, że wciąż gna ulicami Montanagne zdecydowanie za wolno. Dudniło mu w uszach. Chciał, jak najszybciej, znaleźć się przy przyjacielu. Wybrał możliwie najkrótszą i najmniej uczęszczaną drogę, aby nie rzucać się mocno w oczy. Przyszły władca pędzący na koniu przez stolicę nie należał raczej do najczęstszych widoków. Na całe szczęście jego tożsamość skrywał kaptur peleryny.

Król Diamentów – Rozdział IV

sobota, 19 stycznia 2019

Echo uderzeń ciężkich podeszew o metalowe schody rozniosło się po wielkiej sali. Widząc postawną, młodą dziewczynę w szarym mundurze, z trzema srebrnymi pasami na ramieniu, rebelianci przyłożyli pięści do piersi, krzyżując ręce. Salutowali. Jednak Karianne wcale to nie obchodziło, miała ważniejsze sprawy na głowie, dlatego nie uraczyła ich żadnym gestem, prócz delikatnego skinienia. Kipiała ze złości. Kwaśna mina sprawiała, że niemal wszyscy schodzili jej z drogi. Zwartym krokiem podążała w stronę jednego ze stolików, przy którym zgromadziła się spora grupa buntowników, dopóki na jej drodze nie pojawił się drobny chłopak w okularach.
– O–oficer Morten? – zająknął się. Intensywność z jaką spojrzała na niego Karianne przytłoczyła go jeszcze bardziej. Mimo to kontynuował:
– Generał Spruce żąda natychmiastowego raportu z misji w Herbsztad.
– Naprawdę nie mam teraz na to czasu. – Dziewczyna przetarła czoło, wzdychając. – Przekaż generałowi, że zajmę się tym najpóźniej jutro.
– A–ale?
– Żadnych ale. To rozkaz. – Wyminęła go zanim ten zdążył zaprotestować. Nie miała ochoty się z nim użerać, a jej raport mógł poczekać. Skoro mianowano ją jednym z oficerów, musiano liczyć się z jej niechęcią do papierkowej roboty i zdawania relacji.
Misja w Herbsztad nie należała do przyjemnych. Położone niedaleko granicy z Pik miasto Trefl słynęło przede wszystkim z przemysłu wydobywczego – zaopatrywało między innymi fabryki produkujące broń dla wojska. Do głównych zadań Szarej Rebelii należało sabotowanie armii królestw tak, aby nie dopuścić do ewentualnej wojny pomiędzy nimi, zatem odcięcie dostawy potrzebnych surowców stanowiło znakomity cel. W ciągu ostatnich kilku tygodni Karianne, wraz z przydzieloną jej grupą żołnierzy, zajmowała się wysadzaniem szybów górniczych oraz trakcji kolejowych. Starali się działać pokojowo, nie robiąc ludziom krzywdy, skryci pod osłoną nocy. Mimo to ostatniego dnia pobytu omal nie zostali złapani, na szczęście w porę znalazła inną drogę ucieczki, dzięki czemu mogli prędko się ewakuować.
Właśnie dlatego nie wiedziała, co w tym czasie działo się z jej przyjaciółmi, którzy zostali wytyczeni do misji w Montanagne w stolicy Karo. Gdy tylko usłyszała o dokonanym tam zamachu, domyśliła się, kto mógł tego dokonać, choć oficjalnie nie powinni mieć z tym nic wspólnego. Ale zbyt dobrze znała wielu rebeliantów i zdawała sobie sprawę, iż zdania na temat pacyfistycznych działań Rebelii były podzielone.

Król Diamentów – Rozdział III

sobota, 17 listopada 2018

Gdy tylko nadarzyła się okazja, schował się w najbliższym schowku. Zwinnym ruchem zniknął w jednym z korytarzy i zamknął za sobą drzwi. Każdy jego ruch był bezszelestny. Nie robił tego po raz pierwszy.
Z dumą obserwował przez dziurkę od klucza, jak strażnicy wymieniają zaskoczone spojrzenia i wracają do dalszych poszukiwań. Nastolatek uśmiechnął się pod nosem.
„Nareszcie” – odetchnął z ulgą, a jego spięte mięśnie rozluźniły się.
Lucien oparł się o drzwi i powoli zsunął na podłogę. Cały dzień na to czekał. Miał już serdecznie dość stałego towarzystwa gwardzistów. Podążali za nim od wczoraj, krok w krok. Ciągle odczuwał na sobie ich wzrok. Nawet, kiedy był sam we własnej komnacie, wiedział o ich obecności za drzwiami. Irytowało go to. Na szczęście wymykanie się wychodziło mu znakomicie, mimo że przechytrzenie straży nie należało do łatwych zadań.
A wszystko przez jakąś karę.
„Jeszcze czego. Nie zamierzam zgnić w tym pałacu”.
Chociaż po części miał świadomość, że zakaz opuszczania rezydencji to nie tylko szlaban, ale także środek bezpieczeństwa, nadal był zły na brata, iż ten nie bronił go ani nie postawił się dostatecznie naczelnikowi i radzie. W przeciwieństwie do niego, nie zamierzał żyć jak marionetka, kochał wolność. Wyprawy w okolice Kaskad były dla niego odskocznią od stresującej rzeczywistości, tylko tam czuł się prawdziwym sobą.
Mimo wszystko nadal dręczył go strach. Zamach wstrząsnął nim na tyle, aby zaczął się zastanawiać nad bezpieczeństwem jego eskapad. Obawiał się o swoje życie. Coraz częściej z trudem łapał powietrze i przełykał ślinę, gdy o tym myślał. Jednak nie mógł przestać, wciąż nie odkrył jeszcze tak wielu tajemnic.
Dziś musiał opuścić pałac. Koniecznie.

Król Diamentów – Rozdział II

sobota, 6 października 2018

            Zabawne, jaki czas potrafi być figlarny. Dla jednych trzy dni od zamachu minęły jak jeden, zaś niektórym zdawało się, że upłynęła przepełniona bólem i goryczą wieczność.
            Quentin przemył zmęczoną twarz zimną wodą. Przyjrzał się swojemu odbiciu w ogromnym, pozłacanym lustrze. Wyglądał okropnie. Nieprzespane noce dały o sobie znać – podkrążone oczy, skóra, zwykle śniada, przybrała bledszy odcień, a we włosach pojawiło się kilka strąków, które natychmiast rozczesał. Jednak wygląd zewnętrzny wcale go tak nie martwił, bo duchowo czuł się dużo gorzej. Żal i wyrzuty sumienia ściskały go za serce, a przecież nie zrobił nic złego. Nerwowa atmosfera była wyczuwalna w całym pałacu.
            Przyszły król obmył dłonie w kryształowej misie, znajdującej się na toaletce i starannie wytarł je w miękki ręczniczek. Dopiął mankiety koszuli i pomarańczową, wyszywaną drogimi klejnotami marynarkę. Tego dnia poranna rutyna nie sprawiała mu żadnej przyjemności.
            Słońce wpadało do komnaty, przebijając się przez falujące zasłony, dając zapierający dech w piersiach efekt. Architekci projektując sypialnię, doskonale obmyślili całą koncepcję, zadbawszy nawet o najmniejsze detale, jak na przykład idealny kąt padania światła. Każde złote zdobienie lśniło, a kryształy mieniły się. Zamiast południowej ściany, rolę tę pełniły w całości olbrzymie okiennice. Wnętrze było ciepłe i przestronne, mimo sporej ilości mebli i dekoracji – w znacznym stopniu powiększały je porozwieszane dookoła lustra.
            Książę przepadał za porządkiem. Nie było się co dziwić, że o czystość jego komnaty dbało mnóstwo służących. On sam nawet lubił, od czasu do czasu, układać książki na półkach i porządkować stare dokumenty oraz mapy. Tam, gdzie trzymał ważne papiery, to jest w swojej pracowni, która stanowiła osobny kącik, obowiązywał kategoryczny zakaz uprzątania przez pokojówki – Q wolał zajmować się tym osobiście.

Król Diamentów – Rozdział I

piątek, 3 sierpnia 2018

Quentin nerwowo poprawił rękawiczkę. Już prawie przygryzał po raz kolejny wargę, ale w ostatniej sekundzie skarcił się w myślach, wiedząc, że definitywnie spuchną mu usta. Nie była to zbyt ciekawa opcja, nie prezentowałby się wtedy nienagannie, tak jak od niego wymagano.
Westchnął i omiótł wzrokiem zebranych przed pałacem ludzi. Musiał przyznać, że tak olbrzymiego tłumu jeszcze nie widział, a uczestniczył w wielu orędziach. Nawet, gdy Naczelnik Królestwa ogłaszał żałobę po śmierci króla i królowej, Plac Monet nie doczekał się aż tylu zgromadzonych, co dziś. Przybyło ich tak wielu, bo ważyła się przyszłość całego państwa.
Panowała ogromna wrzawa, mieszkańcy Karo albo szeptali notorycznie coś do siebie, albo komentowali wszystko na głos, wymieniając się ciętymi uwagami. Bywali też tacy, którzy desperacko próbowali przedrzeć się przez tłum, byleby tylko dostać się jak najbliżej, aby ujrzeć przyszłego króla. Heroldowie tłoczyli się, chcąc zająć dogodne miejsca do powtarzania nadchodzących przemów tym, którzy znajdowali się za daleko, żeby je wkrótce usłyszeć. Wszystko zostało wcześniej dokładnie, nawet co do najmniejszego szczegółu, zaplanowane. Pozostało jedynie postępować zgodnie z założeniami.
Quentin nigdy wcześniej nie stresował się występami publicznymi, był do nich przygotowywany od najmłodszych lat, a mimo to nerwy zżerały go od środka, choć uczono go jak sobie z tym radzić. Czuł się przez to bardziej nieswojo.
Naczelnik Królestwa położył mu dłoń na ramieniu, dając sygnał, że już pora. Q skinął głową. Mimowolnie skierował wzrok na puste miejsce po lewej stronie i, jak najciszej tylko potrafił, zaklął pod nosem. Nieobecność jego brata mogła sprowadzić na nich obydwu spore konsekwencje, rujnowała perfekcyjny plan. Karo nie tolerowało niesubordynacji.

Profile postaci – Król Diamentów

Zapowiedź – Król Diamentów

środa, 25 lipca 2018



"– Pik, od kilku lat, stoi po tronie naszych wrogów, a ich armia stale rośnie, dążą również do uzyskania całkowitej samodzielności. Zaś Trefl usilnie stara się odciąć nas od wszelakich potrzebnych królestwu surowców – paliw kopalnianych, żywności… Nie możemy dać sobą tak pomiatać. Mamy obowiązek dbać o nasz honor i umocnić naszą pozycję na arenie międzynarodowej. Z racji tego, na nic zdatne nam puste obietnice ewentualnej pomocy czy same przyjacielskie stosunki. – Powoli zasychało mu w gardle. Wzmagał się upał. – Dlatego zdecydowaliśmy się na radykalny krok, na który przystał nasz bliski przyjaciel, Kier – przerwał na chwilę, dając obywatelom czas na chwilę przemyśleń i przetworzenie nowych informacji. Dotąd starali się tuszować przed nimi zły stan, jaki dotknął królestwo po śmierci pary królewskiej. Oficjalnie niektórych jego słów nie było w planie, jednak Q czuł, że musiał o nich wspomnieć. Nie potrafił już dłużej okłamywać mieszkańców."
 
FREE BLOGGER TEMPLATE BY DESIGNER BLOGS