Król Diamentów – Rozdział I

piątek, 3 sierpnia 2018

Quentin nerwowo poprawił rękawiczkę. Już prawie przygryzał po raz kolejny wargę, ale w ostatniej sekundzie skarcił się w myślach, wiedząc, że definitywnie spuchną mu usta. Nie była to zbyt ciekawa opcja, nie prezentowałby się wtedy nienagannie, tak jak od niego wymagano.
Westchnął i omiótł wzrokiem zebranych przed pałacem ludzi. Musiał przyznać, że tak olbrzymiego tłumu jeszcze nie widział, a uczestniczył w wielu orędziach. Nawet, gdy Naczelnik Królestwa ogłaszał żałobę po śmierci króla i królowej, Plac Monet nie doczekał się aż tylu zgromadzonych, co dziś. Przybyło ich tak wielu, bo ważyła się przyszłość całego państwa.
Panowała ogromna wrzawa, mieszkańcy Karo albo szeptali notorycznie coś do siebie, albo komentowali wszystko na głos, wymieniając się ciętymi uwagami. Bywali też tacy, którzy desperacko próbowali przedrzeć się przez tłum, byleby tylko dostać się jak najbliżej, aby ujrzeć przyszłego króla. Heroldowie tłoczyli się, chcąc zająć dogodne miejsca do powtarzania nadchodzących przemów tym, którzy znajdowali się za daleko, żeby je wkrótce usłyszeć. Wszystko zostało wcześniej dokładnie, nawet co do najmniejszego szczegółu, zaplanowane. Pozostało jedynie postępować zgodnie z założeniami.
Quentin nigdy wcześniej nie stresował się występami publicznymi, był do nich przygotowywany od najmłodszych lat, a mimo to nerwy zżerały go od środka, choć uczono go jak sobie z tym radzić. Czuł się przez to bardziej nieswojo.
Naczelnik Królestwa położył mu dłoń na ramieniu, dając sygnał, że już pora. Q skinął głową. Mimowolnie skierował wzrok na puste miejsce po lewej stronie i, jak najciszej tylko potrafił, zaklął pod nosem. Nieobecność jego brata mogła sprowadzić na nich obydwu spore konsekwencje, rujnowała perfekcyjny plan. Karo nie tolerowało niesubordynacji.
 
FREE BLOGGER TEMPLATE BY DESIGNER BLOGS