Zabawne, jaki czas potrafi być figlarny. Dla jednych trzy
dni od zamachu minęły jak jeden, zaś niektórym zdawało się, że upłynęła
przepełniona bólem i goryczą wieczność.
Quentin przemył zmęczoną twarz zimną wodą. Przyjrzał się
swojemu odbiciu w ogromnym, pozłacanym lustrze. Wyglądał okropnie.
Nieprzespane noce dały o sobie znać – podkrążone oczy, skóra, zwykle śniada,
przybrała bledszy odcień, a we włosach pojawiło się kilka strąków, które
natychmiast rozczesał. Jednak wygląd zewnętrzny wcale go tak nie martwił, bo duchowo
czuł się dużo gorzej. Żal i wyrzuty sumienia ściskały go za serce, a przecież
nie zrobił nic złego. Nerwowa atmosfera była wyczuwalna w całym pałacu.
Przyszły
król obmył dłonie w kryształowej misie, znajdującej się na toaletce i starannie
wytarł je w miękki ręczniczek. Dopiął mankiety koszuli i pomarańczową,
wyszywaną drogimi klejnotami marynarkę. Tego dnia poranna rutyna nie sprawiała
mu żadnej przyjemności.
Słońce
wpadało do komnaty, przebijając się przez falujące zasłony, dając zapierający
dech w piersiach efekt. Architekci projektując sypialnię, doskonale obmyślili
całą koncepcję, zadbawszy nawet o najmniejsze detale, jak na przykład idealny
kąt padania światła. Każde złote zdobienie lśniło, a kryształy mieniły się. Zamiast
południowej ściany, rolę tę pełniły w całości olbrzymie okiennice. Wnętrze było
ciepłe i przestronne, mimo sporej ilości mebli i dekoracji – w znacznym stopniu
powiększały je porozwieszane dookoła lustra.
Książę
przepadał za porządkiem. Nie było się co dziwić, że o czystość jego komnaty
dbało mnóstwo służących. On sam nawet lubił, od czasu do czasu, układać książki
na półkach i porządkować stare dokumenty oraz mapy. Tam, gdzie trzymał ważne
papiery, to jest w swojej pracowni, która stanowiła osobny kącik, obowiązywał
kategoryczny zakaz uprzątania przez pokojówki – Q wolał zajmować się tym
osobiście.


